... ale postaram się częściej pisać :)
Głównie Wasze blogi czytam i jest to bardzo motywujące :)
Chyba pisanie też takie jest. Jakoś tak w grupie człowiekowi chyba bardziej zależy, żeby innych nie zawieść.
Więc tak, przez dwa tygodnie miałam zepsutą wagę, ale dietę raczej trzymałam, miałam 2-3 dni takie kryzysowe, kiedy jadłam słodycze (uważam, że jestem uzależniona od cukru, naprawdę i całkiem poważnie, ale to szerszy temat więc na inny dzień może), ale udało mi się do diety wrócić i z ostatnich dni jestem zadowolona.
Ogólnie staram się jeść jak najwięcej warzyw i nie jeść w ogóle cukru.
Dzisiaj jak na razie ciut gorszy dzień - zjadam łososia, żeby się nie zepsuł, ale ciut za dużo go mam, więc nie jem obiadu i trochę mi brakuje tego ciepłego posiłku.
A bilans mniej więcej taki:
kefir z crunchem domowej roboty
kanapka z masłem
łosoś z pieczarkami (ok 150 gram)
3 wafle ryżowe
coś jeszcze wsunę na podwieczorek i kolację, ale jeszcze nie wiem co ;)
Ten łosoś mi się wydaje, że sporo kalorii i tłuszczu będzie miał ale dzisiaj rezygnuje z obiadu na jego konto.
A i najważniejsze - waga rano 58,2 :)
poniedziałek, 18 maja 2015
piątek, 1 maja 2015
#2 Trzeci dzień i już cheat day
Niestety. Ale wizyta u brata, którego żona pysznie piecze i gotuje nie wróżyła powodzenia diecie.
Z dwóch pierwszych dni byłam zadowolona bardzo - niestety nie spamiętam już bilansów, ale może jakoś zaczne wpisywać. I było widać po wadze, że jest ok - 61,3 kg.
A dzisiaj, no cóż, śniadanko lekkie w domu - 2 jajka na twardo, potem wizyta u brata - dwudaniowy obiad (rosół z makaronem + warzywa z ryżem i kurczakiem). I dotąd by było ok gdyby nie deser. Ale był pyszny - mrożony tort bezowy z kremem cytrynowym. Podziwiam szwagierkę, że w zaawansowanej ciąży i jeszcze ma siłę takie pyszności tworzyć.
Gdyby nie ten tort to byłabym zadowolona. Ale nic - jedno małe oszustwo, a poza tym dalej rezygnuje z cukru.
Problem z cukrem to też jeden z powodów rozpoczęcia diety - w pewnym momencie doszłam do wniosku, że jestem od cukru uzależniona, i że chcę jednak coś z tym zrobić. Mam nadzieję, że się uda bo to naprawdę zrobił się dla mnie problem - przez jakiś czas po prostu musiałam zjeść coś słodkiego przynajmniej raz dziennie, a jeśli nic słodkiego nie miałam to zaczynałam słodzić kawę. I stopniowo potrzeba słodkiego nasilała się. Gdzieś czytałam, że odwyk od cukru trwa trzy miesiące. No więc trzeba zacząć od małych kroczków i dnia pierwszego ;) Po setnym mam nadzieję, że już bedzie ok ;)
Trzymajcie się chudo :)
Z dwóch pierwszych dni byłam zadowolona bardzo - niestety nie spamiętam już bilansów, ale może jakoś zaczne wpisywać. I było widać po wadze, że jest ok - 61,3 kg.
A dzisiaj, no cóż, śniadanko lekkie w domu - 2 jajka na twardo, potem wizyta u brata - dwudaniowy obiad (rosół z makaronem + warzywa z ryżem i kurczakiem). I dotąd by było ok gdyby nie deser. Ale był pyszny - mrożony tort bezowy z kremem cytrynowym. Podziwiam szwagierkę, że w zaawansowanej ciąży i jeszcze ma siłę takie pyszności tworzyć.
Gdyby nie ten tort to byłabym zadowolona. Ale nic - jedno małe oszustwo, a poza tym dalej rezygnuje z cukru.
Problem z cukrem to też jeden z powodów rozpoczęcia diety - w pewnym momencie doszłam do wniosku, że jestem od cukru uzależniona, i że chcę jednak coś z tym zrobić. Mam nadzieję, że się uda bo to naprawdę zrobił się dla mnie problem - przez jakiś czas po prostu musiałam zjeść coś słodkiego przynajmniej raz dziennie, a jeśli nic słodkiego nie miałam to zaczynałam słodzić kawę. I stopniowo potrzeba słodkiego nasilała się. Gdzieś czytałam, że odwyk od cukru trwa trzy miesiące. No więc trzeba zacząć od małych kroczków i dnia pierwszego ;) Po setnym mam nadzieję, że już bedzie ok ;)
Trzymajcie się chudo :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)